Blog > Komentarze do wpisu

Przesyłki awizowane odbiera się w okienku...

Poczta Polska. Głęboki PRL. Ubaw po pachy za każdym razem, gdy mam z nią bliskie spotkania trzeciego stopnia. Jako i wczoraj. A tacy, kurna, nowocześni! Numerki, bajerki i tylko tyle, że nic jest to niewarte. Łaska Bogini, że już za momencik (no, to jeszcze liczone bardziej, niż w miesiącach) monopol tego betonu zostanie skruszony we wszystkich przejawach jego, amen.

Dostałem z banku dwa pisemka dot. obsługi kredytu. Jedno wyszło poleconym, drugie normalną drogą, oba w zasadzie mówią to samo (swoją drogą to też absurd, ale że zachciało mi się kiedyś mieć konto Inteligo, które połknął PKO BP, równie PRL-owski, więc nie mam się co dziwić), oba wyszły tego samego dnia. Dziesięć dni temu! Ten zwykły dostałem w piątek, awizo dotyczące poleconego w skrzynce wylądowało wczoraj. Oczywiście głupawy listonosz nie miał siły ani dymać na IV piętro, ani wysilić się wręcz przeogromnie i wcisnąć guziki domofonu, więc zostawił awizo w skrzynce z adnotacją "doma nikawo niet". W domu cały czas ktoś był, więc jeżeli kiedyś kogoś ot tak pobiję, to będzie to tępak roznoszący listy.

Dygresja: tydzień temu byłem w swojej wsi i zauważyłem, że samiczki gatunku "listonosz PP" też są mało kumate. Piszczy domofon, podnoszę słuchawkę i słyszę damski głos, zapytująco wymawiający moje imię. Uruchomiona wyobraźnia każe zapomnieć o obłudzie i ohydzie świata tego, podpowiada coś fajnego, więc odpowiadam twierdząco i wciskam guzik. Sekundę chwilę ogarnia mnie żal, bo jednak słyszę gromkie "Poczta!". Kilkanaście sekund później słyszę dialog listonoszki i sąsiada mieszkającego obok, którego syn nosi takie samo imię jak ja:
Listonoszka: O, witam pana, dzięki, że pana syn otworzył mi drzwi!
Sąsiad: Syn? Przecież mojego syna nie ma w domu!
Listonoszka: To kto mi, k..., drzwi otworzył?
Bonus sytuacyjny: baba szła do mnie z rachunkami za gaz i najwyraźniej pomyliły jej się numery mieszkań / ich mieszkańcy...

Wracając do tematu. Dzięki tępocie i lenistwu listonosza zasuwam na pocztę (dwa przystanki w kopnym śniegu) i odkrywam numer z drugą przesyłką. Ale zanim dostaję ją w łapki, wściekam się i wołam kierowniczkę, wyciągając zarazem komórkę i grożąc, że zaraz to nagram i wyślę do TVN-u. Dlaczego? Połowa okienek zamknięta - to raz. Na automacie wydającym numerki zarówno pod pozycją A jak i B stoi jak wół: "odbiór przesyłek i listów awizowanych" - to dwa. Widzę, że w okienku "paczkowym", oznaczonym jako A, nie ma kolejki - siedzi za to znudzone babsko i dłubie w nosie. Więc biorę A i po chwili wręczam awizo, na co babsztyl oczywiście cedzi "ale ja wydaję tylko paczki!". Zdejmuję więc czapkę i ukazuję wystrzyżony niemalże na pałę łeb, dodatkowo jestem w grubej kurtce, więc wyglądam na solidnie nasterydowanego, przyjmuję minę "masz jakiś problem?" i sam cedzę, że g... mnie to obchodzi, od paru lat nie zmienili napisu na automacie z numerkami i zgodnie z tym, co tam napisano, u babsztyla odbiorę przesyłkę, a jej psim obowiązkiem, zamiast siedzieć i dłubać w nosie, jest przejść kilka metrów po list. I dodaję właśnie wtedy tekst o kierowniczce i wyciągam komórkę. A ludzie brechtają i kilku odważnych też bierze numerki A.

List dostałem. Ktoś powie, że uwielbiam być złośliwy. To prawda, czasami uwielbiam. Czepianie się rzeczywistości to moje hobby. Niestety, ja nie z takich, którzy jak im się daje kopa w tyłek, udają, że nic się nie stało. Poczta Polska robi wszystko, co urąga zdobyczom cywilizacji i służy traktowaniu klientów tak, jakby to oni byli złem koniecznym... Poza tym czy złośliwością jest walczenie o swoje zgodnie z tym, co ten pocztowy beton wypisuje jako obowiązujące reguły? Frajerzy niech stoją w kolejce i padają na kolana, gdy miłościwie im panująca panienka (wróć! baba!) z okienka oderwie się od tępego patrzenia w sufit i syknie: "czego?".

piątek, 29 stycznia 2010, nauma

TrackBack
TrackBack URL wpisu:
Komentarze
2010/01/29 19:39:14
poczty jako instytucji nie trawię- ale ta "moja", osiedlowa jest bardzo OK :)
-
2010/02/01 09:56:31
Poczekaj-poczekaj, skończy się monopol, to jeszcze zapłaczesz. Po pierwsze - ceny teraz regulowane są przez UKE, ustawa Prawo pocztowe mówi, że usługi mają być świadczone po takich cenach, żeby ludzi było na to stać. Załóżmy się, czy w warunkach otwartej konkurencji InPosty, PGP i inne firmy będą o to dbały... I czy InPost doręczy przesyłkę do małej wsi w Bieszczadach... Świadczenie usług pocztowych wcale nie jest takie tanie. Przewiezienie durnej koperty ze Szczecina do Krakowa naprawdę kosztuje i wymaga infrastruktury. Sądzisz, że prywatni operatorzy ją mają? Mylisz się, zapewniam.
Po drugie - kurde, napluć na blogu potrafisz. A skargę złożyłeś? skargi[at]centrala.poczta-polska.pl - www.poczta-polska.pl/napisz_do_nas.htm
Do białej gorączki mnie to doprowadza, to takie polskie.... zapluć z wściekłości potrafi się każdy, jadem chlustać... a skąd ta biedna poczta ma wiedzieć, że jej urząd w Pcimiu źle działa? Mentallinkiem ma się posłużyć? Złóż skargę - zareagują.
-
2010/02/01 11:19:59
Kamilo-Mario,
1) Jestem odbiorcą, nie nadawcą. Naprawdę nie mogę sobie przypomnieć, kiedy coś wysyłałem przez pocztę - w zeszłym roku raz przypadkowo zapłaciłem na poczcie jeden rachunek. Wszelkie problemy pocztowe mam wtedy, kiedy coś przez PP odbieram. Z kurierami ani InPostem dotąd (odpukać) żadnych problemów nie miałem. Poza tym wychodzę z założenia, że uwolnienie cen jest lepsze niż monopol - wolę zapłacić więcej, niż mieć takie hece.
2) Etap składania skarg na Pocztę, PKP itp. mam już za sobą. I wiem, że te skargi i tak nic nie dadzą, bo a) nikt nie zdyscyplinuje ludzi o mentalności zeszłoepokowej; b) w przypadku Poczty nikt nie zapewni pełnej obsługi okienek. Wolę doraźną małą drakę, która przynosi efekt w konkretnej sytuacji, niż skargę, którą i tak nikt się nie przejmie. Wyjątek: dzwonienie po policję czy straż miejską, bo to czasami coś daje .
-
2010/02/01 12:15:41
Jako odbiorca też w którymś momencie zapłacisz za to, że nadawca będzie musiał nadać droższą przesyłkę, nie łudź się. I - jak wspominałam - zaczną się kłopoty z wysyłką z/do małych miejscowości, bo operatorom prywatnych na huk się to nie będzie opłacało. A hece będziesz miał takie same. Tu skala robi różnicę - w przypadku poczty to są miliardy przesyłek rocznie, InPost jeszcze wieeeeeeeeeeeelu lat potrzebuje, żeby choć się do tego zbliżyć.
A co do skarg - skoro wiesz lepiej, to na zdrowie, do następnej draki, która powoduje tylko tyle, że zmęczone idiotami panie pocztówki (bo uwierz, oprócz miłych/zwykłych klientów kupa debili do okienek przychodzi - znów, skala robi swoje) uznają 'o, kolejny wariat' i wzruszą ramionami. Nie wychowasz tak nikogo, najwyżej litość wzbudzisz. A skarga działa, bo centrala MUSI tam posłać kontrolę.
A argument z zeszłoepokową mentalnością nietrafiony - w poczcie pracują ci sami ludzie co gdzie indziej. Tak samo młodzi, dobrze wykształceni, inteligentni. I tak samo zaściankowi, tępi i niewyuczalni.
Ale, jak to wyczytałam niedawno - przywalić się do instytucji państwowej albo postpaństwowej - +10 do lansu.
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
LIVESCORE.in