Blog > Komentarze do wpisu

Stan zapalny w kolejnym miejscu

Czy kiedykolwiek polska publiczna służba zdrowia przestanie mnie zadziwiać? W sobotę przekonałem się razem z Lubą i Nikusią, że ciągle może zadziwić coś nowego...

Nikusia od paru dni walczyła z zapaleniem ucha. Antybiotyk, siedzenie w domu, narastająca tęsknota za przedszkolem... W nocy z piątku na sobotę spała u nas i... obudziła nas płaczem. Okazało się, że rozbolała ją prawa noga i to tak bardzo, że Mała płakała z bólu i nie była w stanie nawet się podnieść! Luba lekko spanikowała, ja filozoficznie zasiadłem do internetu i telefonu, dochodząc do wniosku, że na wzywanie pogotowia to jeszcze za wcześnie, bo Nikusia się uspokoiła po jakimś czasie i aż zaczęliśmy się zastanawiać, czy czegoś sobie nie wymyśliła. Mieszkamy w podwarszawskiej pipidówie i już kiedyś z okazji szpitalnych peregrynacji mało parlamentarnie wytłumaczno nam, że możliwość leczenia teoretycznie jest wszędzie, ale... wypieprzać mi do swojego powiatu!

No to dzwonię po szpitalach powiatowych w Pruszkowie i okazuje się, że izbę przyjęć w sobotni poranek czynny ma jeden. I jest to jedyne miejsce w okolicy, gdzie przyjmują za darmochę, w ramach NFZ-u. Już się ucieszyłem, że coś jest działającego w okolicy, gdy pani sprowadziła mnie przez telefon na ziemię:
- Ale niech państwo jadą do Warszawy, bo USG u nas nie ma obsady, a RTG się zepsuł...
Dobrze, że mam możliwość skołowania samochodu. Bo gdybym nie miał (a tysiące rodzin jest w takiej sytuacji), musiałbym: a) wzywać pogotowie do (jak się okazało) dupereli; b) lub wydawać kupę kasy na taksówkę; c) lub też z dzieckiem marudzącym w związku z bólem tłuc się pociągiem, a potem komunikacją miejską... Mimo negatywnych opinii nt. szpitala na Kopernika (który akurat miał dyżur), jakie wyczytałem w necie, przypomniałem sobie, że z hospitalizacji Berci sprzed dwóch lat mam dobre wspomnienia (no bo wyleczyli w przeciwieństwie do znachorów z Siennej), postanowiłem, a Luba się zgodziła, pojechać tam.

Skołowałem więc samochód, zapakowaliśmy się i pojechaliśmy. Sobota południe, centrum Warszawy, udało nam się zaparkować po... 20 minutach. O dziwo do lekarza czekaliśmy tylko kilkanaście minut, ale potem zaczęły się schody. Polegające na tym, że mieliśmy zrobić USG, a do tego akurat gabinetu co chwila przychodził ktoś, kto na konkretną godzinę miał umówioną wizytę - a do tego był poślizg... No i tak sobie siedzieliśmy, przepuszczaliśmy kolejne osoby (nb. tak sobie zażyczył facet robiący USG), aż wreszcie po ponad godzinie szlag mnie trafił i wepchałem się na chama. Pewnie gdybym tego nie zrobił okazałoby się, że byśmy siedzieli tak do wieczora... Fajnie są zorganizowane izby przyjęć, nie?

Okazało się, że Nikusia ma stan zapalny - w bioderku. Zebrało się sporo płynu i to było przyczyną bólu (zresztą na tyle złośliwego, że ucisk poszedł na ból, sugerując ból w kolanie). Antybiotyk, który bierze, miał razem z leżeniem w łóżku zwalczyć problem. I w sumie tak się stało; Mała przeleżała cały weekend (aż dziwne, że udało się ją do tego namówić, ale sama czuła, że ją boli) i dziś rano zaraportowała, że wszystko jest OK...

poniedziałek, 09 listopada 2009, nauma

TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/11/10 22:18:37
o cholera!!
trzymam kciuki za jej zdrowie.
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
LIVESCORE.in