Blog > Komentarze do wpisu

Manuela Gretkowska w dwóch wcieleniach

O Manueli Gretkowskiej pisało wielu - faktycznie, jest to kobieta w pewien sposób zjawiskowa. Ale o tej zjawiskowości pisać nie chcę; "Partia Kobiet" i inne tego typu akcje mnie nie kręcą. Napiszę jedynie o moich dwóch zetknięciach z jej pisarstwem.

"Polka" stała od dawien dawna na półce akurat nad moją głową, gdy szedłem spać. Przeczytałem praktycznie wszystkie książki, jakie mam w domu, niektóre po (zaręczam) kilkaset razy, ale akurat do tej nie mogłem się przekonać. Nie ma co; skandalizująca otoczka wokół nazwiska Gretkowska, swoista moda na nią, w żaden sposób mnie nie pociągały. Sięgnąłem w desperacji i... przeczytałem jednym tchem! A jakiś czas temu po raz kolejny. Książka straszliwie mi się spodobała i z czystym sumieniem polecam ją każdemu. Czym ona jest? Oto dziewięć miesięcy z życia kobiety - od dnia, w którym zaszła w ciążę, do narodzin dziecka. Niepokoje i radości przyszłej matki, coraz większa więź z dzieckiem... Ale to nie wszystko, ciąża jest tylko pretekstem: do ukazania polskiego piekiełka z pewnego oddalenia (autorka napisała książkę mieszkając w Szwecji), do nakreślenia kilku pasji, a przede wszystkim do ukazania przepięknej miłości między kobietą i mężczyzną. Takiej miłości, że czytając wielokroć wzdychałem: och, przeżyć właśnie coś takiego...

Jakiś czas temu odkryłem na półce "Sceny z życia pozamałżeńskiego"; pierwsze opowiadanie, "Belladonna", napisała Gretkowska (drugie jest autorstwa mężczyzny jej życia, czyli Piotra Pietuchy). Przeczytałem "Belladonnę" i... jestem zdegustowany; Gretkowska tym opowiadaniem zabiła we mnie stworzony wcześniej obraz pięknej miłości. Pal sześć, że gdyby na podstawie tego opowiadania nakręcić film, byłby to klasyczny pornol, pełen seksu uprawianego we wszystkich możliwych wariantach, na jakie może pozwolić sobie para, pełen ostrego dupczenia, obopólnych wytrysków, "chujów" i "pizd". To razi; mimowolnie ma się wrażenie, że autorka nie miała pomysłu na wypełnienie fabuły, więc albo zdradziła sekrety swojej alkowy, albo zestaw frustrujących pragnień. Najgorsze jest to, że to opowiadanie mówi o perwersyjnej namiętności, przeradzającej się najpierw w obsesję, a później przynoszącej zniszczenie jednej stronie, a drańskie zachowanie w wykonaniu drugiej stronie. W momencie, gdy pragnie się miłości, gdy ma się przed oczami wcześniejszy obraz nakreślony przez Gretkowską, jest to jak uderzenie cegłą w nos...

Tak więc jeśli ktoś lubi czytać o pięknej miłości - niech sięgnie po "Polkę". Jeśli ktoś ma ochotę na kiepskiego pornola z psychiczną destrukcją w tle - niech sięgnie po "Belladonnę". Ja zaś po tej ostatniej lekturze straciłem (niestety) ochotę na inne flirty z panią Manuelą...

środa, 25 listopada 2009, nauma

TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
2009/11/25 18:58:27
sięgnę po "Polkę" ;)
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
LIVESCORE.in