Blog > Komentarze do wpisu

Facet kupuje sukienkę

Siedziałem wczoraj w sklepie Lubej. Musiałem ją zastąpić, bo handlowała w Warszawie, więc postawiłem sobie lapka i robiłem porządki w różnych bazach - a że robota to nudna jak diabli, każdego klienta witałem z uśmiechem pozwalającym oderwać się od "nudności". No i trafił mi się fajny klient...

Wszedł o poranku; starszy, zażywny pan, który kilka chwil lustrował mnie wzrokiem. Ja lustrowałem jego, więc w milczeniu nawzajem wytrzeszczaliśmy na siebie oczy. Przy czym ja z maleńką irytacją; facet (zwłaszcza będący ew. dziadkiem) de facto sam nigdy nie robi zakupów w sklepie z ubrankami dziecinnymi, a takich klientów, którzy włażą do sklepu, strzelają oczami i z pretensją w głosie cedzą "tu tylko dziecięce ubrania?" jest codziennie przynajmniej kilku. Szyld (metr na półtora) za mały?

Po chwili wyjaśniło się, w czym rzecz - Luba handlowała przez pewien czas także odzieżą damską i na składzie zostało kilka wdzianek, które rotacyjnie lądują na manekinie stojącym u wejścia do sklepu. No i ów zażywny pan zagaił śmiało po zakończeniu wytrzeszczania oczu:
- Na jaki rozmiar jest ta czarna kiecka na manekinie? Bo ja się nie znam...
Rozłożyłem ze skruchą ręce:
- Panie szanowny, nie mam zielonego pojęcia... Zastępuję dziś wyjątkowo żonę i szczerze mówiąc znając się na dziecinnych rozmiarach nic nie wiem o rozmiarach kobiecych. No, może poza stanikami... Ale chodźmy, może coś wykombinujemy.
Z punktu widzenia zewnętrznego obserwatora mogło to nawet wyglądać zabawnie: dwóch facetów, starszy i młodszy, z zapałem wywracają na wszystkie strony czarną suknię z wielkim dekoltem, wolnymi rękami zawzięcie gestykulując... Nie doszliśmy do żadnego sensownego wniosku; jedyne cyferki na metkach z niczym nam się nie kojarzyły. Chwilę później popełniłem faux pas:
- A szanowny pan dla córki chce kupić? Może dla wnuczki?
- Nie! Dla żony!

Straciłem nadzieję. Suknia na oko zrobiłaby furorę, ale na jakiejś studniówce - i to na lasce o parametrach typu 90-60-90... Na manekinie o takich parametrach leżał jak ulał, a dekolt raczej nie pasowałby do jakiejś nobliwej madame...
- Wie pan, żona uwielbia takie fatałaszki... - rzekł nieśmiało pan, a ja jednak zwietrzyłem szansę.
- Się wie, proszę pana! - puściłem oko - a najważniejsze jest to, że my też takie cacuszka na naszych paniach lubimy!
Pan odmrugnął i pokiwał głową, demonstrując filuterny uśmiech. Postanowiłem kuć żelazo, póki gorące.
- Niech pan bierze, najwyżej jak żonie się nie spodoba (albo się nie wbije w materiał - dodałem do siebie w duchu), to pan odniesie, a ja zwrócę pieniążki; już wystawiam paragon.
Pan podrapał się po głowie i... zgodził się. Umówiliśmy się, że jakby co, wpadnie ze zwrotem popołudniu.
I wybył.

Popołudniu akurat wyszedłem przed sklep, wyprostować zasiedziałe kości, gdy podjechała fura z napędem na cztery koła. Wyskoczył z niej ów pan - z torbą w ręku. Osz kurczę, jednak zwrot - ale cóż, można było się tego spodziewać... - pomyślałem. I po chwili zbaraniałem.
- Wpadłem tylko po to, żeby powiedzieć, że suknia żonie się spodobała, tylko będzie musiałą ją sobie odrobinkę przerobić!

Wniosek: w handlu zawsze jest szansa. I o dziwo wszyscy mogą być szczęśliwi, gdy za kupowanie (i sprzedawanie) damskich ciuszków weźmie się ktoś, kto nie ma o tym bladego pojęcia :D

wtorek, 24 listopada 2009, nauma

TrackBack
TrackBack URL do notki:
Komentarze
Gość: Mockingbird, chello089073007230.chello.pl
2009/11/24 18:24:32
Pewnie tak bywa. Osobiście należę do tej grupy kobiet, które obsesyjnie nienawidzą wszelkich form zakupobrania. Wyczynem dla mnie jest zakup spożywki i napitków. Gdyby nie panowie - chodziłabym goła i bosa. Zadowolona bywam rzadko, głównie z racji niepotrzebnie wydawanych groszy. Z uśmiechem zwykłam przyjmować jedynie biżuterię, traktując ją jako masę do zastawienia w lombardzie, gdyby przyszły trudne dni głodu i chłodu. Szoah nawet.
Uściski.
-
2009/11/24 22:10:49
Bardzo ładna historyjka.
Ja zakupow nienawidze, nie pamietam ile lat temu ostatnio bylam w sklepie z ubraniami czy butami. Wszystko kupuje przez internet i mam swiety spokoj,
-
Gość: , apn-77-115-168-78.dynamic.gprs.plus.pl
2009/11/25 10:18:18
Piszesz, że zastępowałeś żonę. Wziąłeś jednak ślub?
-
2009/11/25 10:39:05
Nie, nie wziąłem ślubu. "Żona" to dla mnie pojęcie uczuciowe, nie prawne.
-
2009/11/25 15:55:09
To, że pan w podeszłym wieku, nie oznacza, że żona również:)
-
2009/11/27 10:17:05
W dyskusji wyszło, że mają wnuki, więc raczej żona w jego wieku.
  Sponsorzy bloga
  Reklama na blogach
  Blogvertising.pl
LIVESCORE.in