|
Blog > Komentarze do wpisu
DeprechaDeprecha... Tłamsząca, wszechogarniająca, wypełzająca z każdej dziury... Ostatnie dni przeżyłem schizofrenicznie. Z jednej strony pracując momentami jak wariat, po kilkanaście godzin dziennie - aby tylko zdążyć, aby tylko jaśnie pan klient poczuł się usatysfakcjonowany i dopieszczony na całego. Z drugiej zaś strony powroty do domu i przebywanie w nim, nie licząc uśmiechów Nikusi, były istną katorgą. Jakże cieszyło to, że nie musiałem wracać na noc, że zamiast tego mogłem pracować... Ale dziś wracam i robi mi się autentycznie niedobrze... Ostatnie złudzenia pryskają; ja już nie wierzę i nie chcę... A poza tym dziś chce mi się płakać. I co z tego, że dałem z siebie tak dużo? "No ładnie pan to zrobił, no o to nam chodziło, ale wie pan, na początku myśleliśmy, że potrzebujemy tego na gwałt, ale okazało się, że możemy odpuścić - a wie pan, że umowa do niczego nie obliguje, niech pan się cieszy z zaliczki..." I co z tego, że do piątku (może poniedziałku) "przemyślą"... Ale ja już praktycznie wiem, praktycznie czuję, że nic z tego nie będzie. Potrafię oceniać i wnioskować. Uśmiechnąłem się więc z przymusem - będę czekać, choć już nastawiam się na apokalipsę. "A nie mógłby pan jeszcze zjechać z ceną?" Nie, nie mógłbym. Już zjechałem, gdzieś jest granica wyceny mojej pracy, w którymś momencie nie chcę pracować za nic, za jałmużnę. Tym bardziej, że wydatki są - spłacanie, życie, rachunki. I jeszcze tym bardziej, że Luba miała paskudny miesiąc, że wzrasta jej ZUS - to będzie apokalipsa, jeśli zabraknie kasy. Zostanie tylko na życie; niech wierzyciele się pierdzielą, nerki nie będę sprzedawać... Więc deprecha i przerażenie - co ja zrobię jutro, pojutrze, czekając na coś, w co nie wierzę, w domu, w którym nie wierzę? Próbowałem teraz za coś się wziąć, przełamać, zmusić - nic z tego, wewnętrzne ja zwinęło się w pozycję embrionalną i lekko drży, niezdolne do niczego poza wylaniem z siebie tego dobicia, co niniejszym czynię. Ironia losu: zrezygnowałem dziś z wizyty u lekarza, który może jakimś cudem coś by doradził, pomógł, żeby dowiedzieć się, że jest źle. Naprawdę mam już tego dosyć; tego codziennego powtarzania sobie, że "jutro wreszcie będzie ten dzień, gdy wszystko będzie wychodzić, będę się uśmiechać, a to, co wyjdzie, nie przerodzi się później w żadne rozczarowanie". po czym budzenia się i stwierdzania, że znów trzęsą mi się ręce, że obawy mnie zjadają - a potem przekonywania się, że to kolejny dzień pełen dołów... środa, 28 października 2009, nauma
TrackBack
Komentarze
2009/10/29 14:51:43
Jest ciezki okres.
U nas tez: mamy zaleglosci w ZUSie, w skarbowym. faktury wysatwione, VAT trzeba odprowadzic a firma dla ktorej byla robota wykonana nie placi. Nie zaplacilam czynszu za mieszkanie. Limit na zycie na 3 osoby + dwa koty mamy teraz w okolicach 20zł na dzien. Dzisiaj wystawiamy samochod na sprzedaz. Chujowo jest. Ale co zrobic? Zapieprzamy, pracujemy ale jak widac bardziej za frajer niz za kase... Witamy w klubie Naumo. 2009/10/29 19:21:53
A ja nie lubię narzekania - każdy ma jakieś problemy... Jeśli nie jest to śmiertelna choroba to ze wszystkim da się coś zrobić! Nie jojcz tylko zacznij coś działać żeby było lepiej.
2009/10/30 20:46:37
do Dzidki dodam trzeci punkt: dlaczego nie poszukasz jednak etatu? satysfakcja z roboty mniejsza zapewne, ale jest pensja co miesiąc, ubezpieczenie, lekarz... minie kryzys i ruszysz do boju z własną firmą - teraz nie jest dobry moment na takie eksperymenty...
2009/10/31 20:23:55
jak na huśtawce, raz dół, raz góra. Miewam momenty, że rzuciłbym wszystko i wyjechał...Ale w tym, że na tym padole łez zawsze jest początek i koniec, podtrzymuje mnie paradoksalnie na duchu, że jak ból zęba to minie.. Aż do kolejnego razu. Nie jest łatwo, ale nie ma takiego, kto by powiedział, że miało być inaczej. Trzymaj się brachu :)
2009/11/01 16:52:58
Nie mów, chłopak, nic o schizie, lepiej. Tfu, tfu na psa urok!
Postaraj się iść do lekarza, bo trzeba wiele udźwignąć, chociaż "trzeba" to niedobre słowo. Dobrze by było... to lepsze. :). Macham. 3m się. |
Sponsorzy bloga
Reklama na blogach
LIVESCORE.in
Blogvertising.pl |
2. Co do powtarzania "jutro wreszcie będzie ten dzień, gdy wszystko będzie wychodzić, będę się uśmiechać, a to, co wyjdzie, nie przerodzi się później w żadne rozczarowanie" - to gówno prawda i chuj w nie, drogi Kolego. To nie nasz wiek, nie nasze doświadczenia i nie nasza depresja. dzidka@jasien.net - możemy trochę pogadać, tutaj nie będę się dzielić własnymi doświadczeniami.